Pieniny… Można by rzec, że to takie mikro góry — trzydzieści pięć kilometrów wzdłuż i pięć wszerz. Ale widokami biją na głowę nawet największe sławy. I właśnie po te widoki przyjechaliśmy. Szukaliśmy miejsca, gdzie będziemy mogli wędrować szczytami pośród szerokich hal lub połonin. Tatry okazały się za trudne dla mojej Spółki, Bieszczady są za daleko, ale Pieniny są w sam raz! Plan na sobotę więc szybko się wyklarował — przejdziemy grzbietem Małych Pienin przez Szafranówkę, Wysoki Wierch, Durbaszkę, Wysoką aż do Wąwozu Homole.

Ucieczka ze Szczawnicy
Miasta takie jak Zakopane, Szczawnica czy Karpacz traktujemy jak zło konieczne. Najczęściej trzeba do nich dojechać i przedrzeć się przez tłum ludzi i stoiska z zabawkami „made in China”, by wyjść na szlak prowadzący w góry. Nie inaczej było tym razem — mimo świadomości, że Szczawnica ma piękne momenty (i te pokazuję poniżej), to zdecydowanie parking pod Palenicą do nich nie należy.
Bez kolejki docieramy do budki z biletami (ale można kupić je także online) i wskakujemy na kanapę tego kultowego wyciągu. Lżejsi o 54 złote, 4 minuty później wysiadamy na szczycie Palenicy, by stamtąd wyruszyć na właściwy szlak. Z trudem próbujemy przekrzyczeć muzykę z głośników, przecisnąć się przez skupiska turystów robiących sobie zdjęcia z wiewiórką, wężem czy gigantycznym grzybem i obrać kierunek na Szafranówkę. Dopiero tam bierzemy głęboki oddech, bo wiemy, że to ostatni szczyt, który jest w zasięgu nóg weekendowych turystów, którzy wjechali na Palenicę kolejka, i także nią mają zamiar wrócić do Szczawnicy. I żeby było jasne — nie to, że szydzę z takich turystów, bo nawet wjazd na Palenicę z dziećmi będzie lepszy niż siedzenie w domu na kanapie i granie w Play Station. Więc i tak jest na plus!
Przez zieloną granicę
Droga w kierunku Wysokiej, która jest najwyższym szczytem Pienin biegnie niebieskim szlakiem przez las. Dla Spółki najważniejsze jest jednak to, że mogą skakać z jednego krańca ścieżki na drugi i raz być w Polsce, a raz na Słowacji. Bawią się tak aż do Cyrhli, bo — z małymi przerwami — szlak został wytyczony tu wzdłuż granicy państwa. Chociaż idziemy grzbietem Małych Pienin to szczególnie tego nie odczuwamy, gdyż droga wiedzie przez las. Raz do góry, raz w dół, tu wystające korzenie, tam zaś błotniste kałuże, ale bez większego wysiłku zaliczamy kolejno: Witkulę, Załazie, Łaźne Skały i na końcu tego odcinka — Cyrhlę.
Grzebietem Małych Pienin
Za Cyrhlą szlak nareszcie wychodzi z lasu i od tej pory wędrujemy już pięknymi, szerokimi polanami, których środek w postaci białej ścieżki wydeptały nogi tysięcy turystów. Bez dwóch zdań — tu jest najpiękniej! Droga z Cyrhli, przez Wysoki Wierch do schroniska „Pod Durbaszką” nas oczarowała. To tu, na wyciągniecie ręki macie rozległe panoramy na Pieniny, Beskid Sądecki, Gorce, Beskid Wyspowy, Magurę Spiską i majaczące za chmurami Tatry. Wiatr ma tu sporo przestrzeni, by się rozpędzić i smaga nasze twarze ciepłym powietrzem. Bacówki, owieczki, psy pasterskie i latające nadeń sokoły będą nam towarzyszyć w tej niespiesznej podróży aż do schroniska. Często siadamy na miękkiej trawie, wystawiamy twarz do wrześniowego słońca, łapiemy w dłonie wodę spływającą z gór. Mogłabym tu zostać na noc!
Schronisko pod Durbaszką
Aby dojść do schroniska, trzeba zejść z niebieskiego szlaku prowadzącego grzbietem Małych Pienin. Ale spokojnie, trasa do schroniska jest oznaczona i nie powinniście się zgubić, mimo że nie prowadzi do niego żaden oficjalny szlak. Schronisko to jest jednym z moich ulubionych w Polsce. Jest tu dużo miejsca, jest super czysto, dla turystów przygotowane są obszerne altany. No i segregacja śmieci jest na plus! A pierogi z mięsem wymiatają!
A teraz super ważna informacja! Jeśli pogoda nie jest pewna; czujecie, że macie coraz mniej sił; ani Wy, ani Wasze dzieci nie jesteście jeszcze z górami za pan brat, to jest to ostatni moment aby z tego miejsca szybko wrócić do cywilizacji. Wystarczy zejść do Jaworek szlakiem rowerowym wiodącym drogą w dół od schroniska. Zajmie Wam to ok. 45 minut.
Wracamy na niebieski szlak
Objedzeni pierogami, z trudem wtaczamy się na z powrotem na niebieski szlak. Trasa ze schroniska na szlak jest poprowadzona „na dziko”, a naszym azymutem jest tutejszy wyciąg narciarski. Idąc wzdłuż niego dochodzimy do Durbaszki i wracamy na trasę prowadzącą grzbietem Małych Pienin. Droga w kierunku Wysokiej nie jest mega spektakularna, ale już bardzo, bardzo strome podejście na Stachurówki, a następnie na Kapralową Wysoką wypruwa z nas ostatnie siły. Na wdrapanie się na położoną 20 minut marszu dalej Wysoką nie mamy już sił. Trudno! Czasami w górach trzeba odpuścić, zwłaszcza, jeśli idzie się z 5- i 7-latkiem. Ale internety pokazują, że warto, oj, warto tam wejść!
Olaboga, ależ ciężko!
Ale najtrudniejsze dopiero przed nami. I wcale nie chodzi o wejście na kolejny szczyt, a zejście zielonym szlakiem w kierunku Jaworek i Wąwozu Homole. Czekało na nas prawie 400 metrów przewyższenia na 3 km odcinku i zupełnie nie wiemy, jak można pokonać tę trasę w deszczu, w nieodpowiednim obuwiu, albo co gorsza — pod górę! Nieco łagodniej robi się na Polanie Pod Wysoką, na której rosną majestatyczne drzewa z koronami sięgającymi chmur. Tu też kończy się Rezerwat Wysokie Skałki. Pięknie tu! Nieco poniżej znajduje się baza namiotowa należąca do Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich w Łodzi. Godzinę po wejściu na zielony szlak docieramy do Kamiennych Ksiąg na Polanie Dubantowskiej, które są niejako zapowiedzią faktycznego Wąwozu Homole, bo w rezerwacie tegoż znajdujemy się już od kilkunastu minut.
Wąwóz Homole
Docieramy tu późnym popołudniem. Wysokie ściany wąwozu z czerwonego wapienia otaczają płynący dołem potok Kamionka. Zgrabnie poprowadzone schody, drabinki i mostki prowadzą nas od jednej do drugiej strony wąwozu. Spółce bardzo się tu podoba, więc jeśli nie macie możliwości przejść grzbietem Małych Pienin, wybierzcie się do Wąwozu Homole – będziecie mieć tego dnia szczęśliwe dzieci. A jeśli natkniecie się na jaszczury plamiste czyli salamandry, to osiągną one już pełnię zachwytu nad pienińską fauną i florą.
Po 800 metrach wędrówki dochodzimy do wylotu wąwozu, który znajduje się tuż przy drodze Jaworki – Szczawnica. Przystanek autobusowy znajduje się po prawej stronie od wyjścia z doliny. Łapiemy busa i kilkanaście minut później lądujemy w zupełnie innym świecie! W hałaśliwej Szczawnicy szybko odnajdujemy samochód pozostawiony na parkingu pod Palenicą. Zamiast pamiątek zabieramy stąd wyjątkowe wspomnienia z wycieczki grzbietem Małych Pienin.
Weselakowa i Spółka radzi:
- jeśli planujecie wypad z dziećmi na tę trasę, bez względu na ambicje jakie posiadacie, wybierzcie się na szczyt Palenicy wyciągiem krzesełkowym. I bez tego będziecie mieć 12 km do przejścia, więc dreptania Wam nie zabraknie;
- trasa przewidziana jest na 4 godziny marszu; nam z postojami i obiadem w schronisku zajęło to 6,5 godziny;
- przejście z małymi dziećmi będzie przystępniejsze w kierunku z Palenicy do Jaworek; w drugą stronę też jest to możliwe, ale dostaniecie na „dzień dobry” spory wycisk wychodząc w kierunku Wysokiej;
- często odwracajcie się za siebie, bo widoki są zacne!;
- trasa prowadzi granicą państwa oraz granicą Pienińskiego Parku Narodowego;
- parking pod Palenicą kosztował nas 20 złotych za cały dzień postoju, ale postój na godzinę lub dwie jest tańszy;
- bilety „góra” na wyciąg krzesełkowy na Palenicę kosztował 54 złote (dorośli 15 złotych, dzieci 12 złotych); cena oraz kursowanie wyciągu uzależnione są od sezonu;
- Pieniny są urozmaicone – są tu zarówno trawiaste ścieżki, jak i ostre skałki. W razie konieczności wezwania pomocy po polskiej stronie kontaktujcie się z Podhalańska Grupa GOPR (tel. 985 lub 601 100 300). Jeśli będziecie potrzebować pomocy po słowackiej stronie gór, dzwońcie do Horská Záchranná Služba (tel. +421 18 300). Pamiętajcie, że u naszych południowych sąsiadów akcje ratowników górskich są płatne, dlatego wykupcie odpowiednie ubezpieczenie przed wyruszeniem na szlak!
- prócz Schroniska „Pod Durbaszką” (w którym można płacić tylko gotówką!) posilić się możecie na Palenicy, a oscypki lub bundz kupicie w jednej z mijanych bacówek. Wodę uzupełnicie w jednym ze strumieni lub przy schronisku;
- odzież, a zwłaszcza obuwie górskie mocno wskazane;
Masz ochotę na więcej wypraw z Weselakową i Spółką?
Kliknij poniżej w dowolnie wybrany baner, a przeniesiemy Cię w kolejne piękne miejsce!


Ta trase robi sie w odwrotnym kierunku,idac od Homole ma sie przed soba piekne widoki. Otwiera sie widok na Trzy Korony, Pieniny i potem Tatry – wspaniale widoki. Idac tak jak wy to wszystko macie za soba, trzeba sie odwracac !
A jak zmeczeni to nawet sie nie chce, byle dalej!
Gtoni,
dziękuję za Twój komentarz. Szlak nie jest jednokierunkowy więc można iść tak, jak się komu podoba 🙂 Ja – gdziekolwiek idę – zawsze odwracam się za siebie, bo daje to inną perspektywę. Życzę Ci cudownych wycieczek, bez względu na to, w jakim kierunku idziesz.