O istnieniu szopek krakowskich wiedziałam od dawna. Pierwszy raz zetknęłam się krakowskimi szkopkami jako dziecko, przeglądając „Gazetę Krakowską”. Pamiętam zdjęcia z krakowskiego rynku, gdzie na postumencie pomniku Adama Mickiewicza poukładane były kolorowe szopki. Pełne witrażyków, strzelistych wież i połyskujących sreberek. Zetknąć się z nimi osobiście miałam dopiero trzydzieści lat później, gdy sama mając już dzieci zabrałam je do Celestatu. Tam bowiem odbywa się pokonkursowa wystawa szopek krakowskich i warto ją odwiedzić, z dziećmi właśnie.

Jak to ze szopkami było
Szopki przywędrowały do nas z Włoch. Święty Franciszek był pierwszym, który wpadł na błyskotliwy pomysł upamiętnienia narodzin Jezusa. Ustawił on żłobek w grocie, obok żywych zwierząt i odprawił tam mszę, która stała się – zupełnie przez przypadek – pierwszą pasterką. Z czasem, wokół żłóbka, zaczęły pojawiać się inne postaci, często zupełnie niezwiązane z samym narodzeniem Dzieciątka.
„Betlejemki” (bo tak nazywały się dawniej szopki w Polsce) były znane już od XVIII wieku i były prostymi konstrukcjami o spadzistym dachu, często pokrytym słomą. Jednak krakowska szopka wyewoluowała w zupełnie innym, nieznanym dotąd kierunku.
Szopka krakowska na liście UNESCO
Początki krakowskiej szopki (w formie jaką znamy do dziś) przypadają na XIX wiek. To wtedy pojawiły się szopki nawiązujące do krakowskich zabytków: z dwoma wieżami Kościoła Mariackiego, kopułami i wieżą Katedry Wawelskiej, arkadami Sukiennic. Pojawiał się też motyw Barbakanu, Bramy Floriańskiej i koniecznie ruchome figurki. Były one tworzone dla grup kolędniczych z zamysłem odgrywania lalkowego widowiska jasełkowego w domach. Dlaczego w domach? Albowiem same jasełka zostały niejako wyrzucone z kościoła po tym, jak zaczęły one przybierać coraz mniej świątobliwą formę. Mnogość świeckich postaci oraz wyśmiewanie władzy czy dostojników na zawsze przekreśliło możliwość wystawiania jasełek w kościołach.
Gdyby tego było mało, I wojna światowa niemal zupełnie zniszczyła tę formę sztuki. Aby zapobiec jej zanikowi, postanowiono w 1937 r. zorganizować w Krakowie konkurs szopek, co niestety szybko przerwała II wojna światowa. Po kolejnych 6 latach przerwy, konkurs wznowiono i odbywa się on do dziś. Sama zaś tradycja budowy krakowskich szopek w 2018 r. trafiła na Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO.
Wystawa w Celestacie
Jako fanka miniatur (czemu wyraz dałam opisując dla Was Miśnieńską Manufakturę Porcelany) nie mogłam ominąć także i tej wystawy. Zresztą, stałą się ona dla nas kolejną bożonarodzeniową tradycją. Wystawa wita nas szopkami z 1945 roku. Przez wysokie, pozłacane wrota wchodzimy do głównej sali Celestatu, który na czas świąt Bożego Narodzenia staje się miejscem pokonkursowej wystawy krakowskich szopek.
Reguły konkursu są bezlitosne. Szopka, choćby najpiękniejsza, nie będzie brana pod uwagę, jeśli nie spełnia warunków konkursu. Może jednak pojawić się na pokonkursowej wystawie, a to duże wyróżnienie. Znaleźć tam można jednakowo mikroszopki zamknięte w zegarku, utworzone na monecie jednogroszowej czy schowane w kieliszku, jajku czy obwarzanku, poprzez dziecięce prace, na 3-metrowych konstrukcjach kończąc.
Podziw oczywiście wzbudzają te strzeliste, wysokie, z ruchomymi elementami. Ale serca topią zdecydowanie te robione przez dzieci, wykonane z papieru, modeliny czy włóczki.
Szopka bardzo krakowska
Każda szopka jest oczywiście na wskroś krakowska: prócz Jezusa, Marii i Józefa, znajdzie się w niej niemal zawsze Smok Wawelski, Pan Twardowski, Trębacz i Lajkonik. Nie zabraknie w nich krakowiaka i krakowianki, ważnych dla miasta postaci oraz flagi i godła Polski. Często poruszają one najgorętsze tematy z pierwszych stron gazet; w tym roku można w szopkach było dostrzec zarówno nawiązania do smogu, pożarów puszczy amazońskiej, jak i postać Olgii Tokarczuk. A to wszystko w niebywale kolorowym anturażu, migoczące i świecące.
Muzeum Miasta Krakowa, po zakończonej wystawie w danym roku, odkupuje najcenniejsze eksponaty, wzbogacając swoje zbiory. W tym roku 50 szopek z lat ubiegłych można oglądać w specjalnych szklanych gablotach na ulicach miasta, a także witrynach sklepowych w Krakowie. Można także oglądać je w Weronie na wystawie „Presepi Dal Mondo a Verona”, którą można oglądać do 16 stycznia 2020.
Wirujące anioły
A wystawę w Celestacie odwiedźcie z dziećmi koniecznie! Będą zachwycone kolorami, złotkiem, srebrem, witrażami, lampkami czy bujającym się nad wieżami Kościoła Mariackiego Panem Twardowskim. Zachwyt wzbudza każda ruszając się postać, machający skrzydłami anioł i bujający się żłobek. W każdej szopce dzieci będą wyszukiwać Smoka Wawelskiego, a gdy niespodziewanie wysunie swą łeb z jamy, będą zachwycone. Wystawa jest czynna do 23 lutego 2020, więc czasu na jej zobaczenie jest sporo. Warto wybrać się jednak już teraz, póki duch świat unosi się w powietrzu.
W całym przedświątecznym szaleństwie, które reprezentują bałwanki, śnieżynki, mikołaje, choinki i cała masa innych ozdób, coraz rzadziej można dojrzeć szopkę. A to przecież ona powinna stanowić centralny punkt naszych świątecznych dekoracji i przypominać, że w tym szczególnym okresie chodzi przecież o narodzenie Jezusa. Pokonkursowa wystawa szopek krakowskich jest idealnym miejscem aby sobie o tym przypomnieć.