Na szczycie przełęczy Krowiarki wrzucam luz i staczam się wprost pod bramę skansenu w Zubrzycy Górnej. Jest wczesna jesień, Spółka biega jeszcze w sandałach i ani przez myśl mi nie przechodzi, że dwa tygodnie później, gdy będę pisać ten post, Zubrzyca Górna będzie już po pierwszych opadach śniegu, a my będziemy chodzić w zimowych kurtkach. Nie mogliśmy więc wybrać lepszego terminu na odwiedzenie Orawskiego Parku Etnograficznego. Bo to jest park! I to rozległy! W cieniu rozłożystych drzew i wśród szumu strumieni można odbyć podróż w czasie. 35 obiektów, w tym kościół, chaty, warsztaty, ule, psie budy czy wozownia rozrzucone są na zielonym terenie Orawy, i aż kuszą, by do nich zajrzeć. Drewniany świat u stóp Babiej Góry to skansen w Zubrzycy Górnej. Koniecznie tu zajrzyjcie!

Bóg zapłać Łaciakowie, Bóg zapłać!
Ona — nieco korpulentna, ubrana w długą spódnicę na gumce, na którą materiał ściągnęła pewnie ze słowackiej Slanicy, uśmiecha się ciepło do zdjęcia. Mocno zawiązana pod brodą chustka w orawską łączkę zakrywa siwiznę. Na ramiona zarzuciła góralską chustę. Widać, że to kobieta stąd, z Orawą związana. On zaś jakby z innego świata wyjęty. Złote guziki przyszyte równo do marynarki z grubego sukna są jedyną ozdobą jego eleganckiego stroju. W ręku trzyma kapelusz. Ale nie tradycyjny, orawski, filcowy… To kapelusz, który noszą wytworni panowie z dużego miasta. Nawet imię i nazwisko przyjął węgierskie. Dla swoich Aleksander, ale w Budapeszcie, w którym się osiedlił, nazywa się Sándor Lattyak. Jego siostra zaś, stojąca przy nim na zdjęciu, to Joanna z Łaciaków Wilczkowa. Jako jedyni spadkobiercy sołtysio-szlacheckiego rodu orawskiego Moniaków przekazali na rzecz Skarbu Państwa pozostałą cząstkę swojej ojcowizny. Nie małą!

źródło: www.orawa.eu
XVII-wieczny dwór wraz z budynkami gospodarskimi oraz 4-hektarowym parkiem, z którego rozpościera się widok na Babią Górę oddali bez żalu. On już od dawna zadomowił się w Budapeszcie, a ona nie wyobrażała sobie życia poza Orawą. Tą ważną dla Orawian decyzją dali podwaliny pod budowę pierwszego w powojennej Polsce muzeum pod otwartym niebem! Prace nad otwarciem muzeum przerwała wojna, potem śmierć Joanny, która do ostatnich swych dni zamieszkiwała dwór Moniaków. Niebawem po jej śmierci dwór przekształcono w owczarnię, co — gdyby nie starania dr Hanny Pieńkowskiej oraz Podhalańskiej Komisji Opieki nad Zabytkami PTTK — mogłoby zniweczyć wolę Joanny i Aleksandra Łaciaków co do utworzenia w tym miejscu parku etnograficznego. W końcu 11 września 1955 roku doczekano się otwarcia skansenu w Zubrzycy Górnej! I ta opowieść ma kontynuację także i dziś.
Powietrze, woda, ziemia, ogień
Urocze polanki przecięte są przez wartko płynące strumyki. Staczają się one spod Babiej Góry i Policy, mijają drewniane domostwa, bielone chaty z niebieskimi i zielonymi framugami i z rozpędem wpadają w koryta prowadzące do młyńskiego koła. Napędzają one tutejszy tartak. W XVII wieku produkował on deski do budowy domów na Orawie, które dziś tworzą to niebywałe dziedzictwo — skansen w Zubrzycy Górnej. To dla mnie nie lada gratka! Ani w skansenie w Nowym Sączu, ani w Wygiełzowie czy w Tokarni żadne młyńskie koło nie było napędzane wodą! Koła były, koryta też… ino wody brak! A tu? Trzeszczy ono wesoło rozchlapując chłodną wodę wokół.
To nie jedyny warsztat, który w Orawskim Parku Etnograficznym można obejrzeć. Jest tu kuźnia, pasieka, magiel, bacówka… Ale Orawa niegdyś była krainą lnu! Jest go w orawskim skansenie pod dostatkiem, a jego nabrzmiałe torebki nasienne o tej porze roku są już pełne drogocennego siemienia. O wadze lnu dla naszych orawskich pradziadów niech świadczy fakt, że w skansenie znajdziecie i olejarnię i chałupę Paś-Filipka, w której stoi warsztat tkacki. Na ścianach wiszą lniane makatki wyszywane w mądre porzekadła i wesołe rymowanki. Ale nie wszystkie są po polsku! Wszak jesteśmy na Orawie, a to kraina przedziwna i podzielona.
Podzielona kraina
Orawa, choć szeroko rozłożyła się u stóp Babiej Góry, to jedynie rąbkiem zahacza o polskie ziemie. Choć należała do Polski za Piastów, od średniowiecza aż do końca I wojny światowej należała do Królestwa Węgierskiego. Jej związki z Węgrami oraz ludnością słowacką, a później także pasterzami wołoskimi, którzy zasiedlili te tereny, ukształtowały dzisiejszą Orawę.
Orawa nie była biednym regionem. Widziała więcej handlarzy i kupców niż inne regiony kraju. To tuż obok, w Podwilku, jeszcze w 1918 roku stał posterunek graniczny między królestwem węgierskim a austriacką Galicją. Nawet w skansenie więcej jest chałup z wyżką (spichlerzem), aniżeli tych, gdzie pod jednym dachem znajdowała się część mieszkalna i gospodarcza. Orawianie zresztą bardziej trudzili się gospodarstwem i gospodarką leśną niż pasterstwem. A jeśli już mieli do czynienia z pasterstwem, to nie hodowali owiec jak górale podhalańscy, a bydło.
Czy warto odwiedzić skansen w Zubrzycy?
Skansen w Zubrzycy nie jest najpiękniejszym, jaki widziałam w swoim życiu. Ale zdecydowanie było w nim najspokojniej (przez 3 godziny zwiedzania minęliśmy 10 osób), a moja Spółka była zachwycona strumieniami przecinającymi ten park. Zrzucali sandałki, moczyli nogi w zimnej wodzie, a potem na bosaka biegali po jesiennych liściach. Potem zrywali papierówki z niewysokich jabłonek i wcinali je siedząc na progu drewnianej chaty. Pięknie też urządzone są wnętrza chat. Bogato urządzona jest chata Moniaków, ale chałupa Dziubka z kotliny orawsko – nowotarskiej z ekspozycją weselną ukazuje charakterystyczne cechy orawskiego wesela, w tym odświętne ubranie Orawiaków. Bardzo przypadły mi także do gustu makatki.
Weselakowa i Spółka radzi:
- Przed przyjazdem zapoznajcie się ze stroną Muzeum – Orawskiego Parku Etnograficznego; znajdziecie na niej informacje o cenie biletów oraz godzinach otwarcia.
- W skansenie nie ma limitu czasowego — możecie zostać tam aż do zamknięcia. Nam zwiedzanie zajęło 3 godziny, ale my lubimy skanseny!
- Skansen w Zubrzycy jest podzielony na dwie części, które oddziela droga wewnętrzna. Warto trzymać się szlaku (iść za niebieskimi strzałkami, a wracać za żółtymi), aby mieć pewność, że zobaczyło się obydwa sektory, a nie tylko ten pierwszy.
- W drugim sektorze, za kościółkiem pw. Matki Bożej Śnieżnej znajdują się toalety, plac zabaw oraz stoliki piknikowe.
- Tuż przy skansenie znajduje się bezpłatny parking samochodowy (20 miejsc postojowych).
- Do skansenu dotrzecie jedną z trzech dróg: od strony Makowa Podhalańskiego przez Przełęcz Krowiarki, od strony drogi na Chyżne, skręcając w Podwilku na Zawoję lub od strony Jordanowa, przez Bystrą i Sidzinę.
- Możliwe jest też dotarcie środkami transportu zbiorowego. Kursują tu busy z Nowego Targu (38 km) i Jabłonki (12 km).
- Jeśli — tak jak Weselakowa i Spółka — jesteście „skansenloverami”, to nieopodal znajdują się dwa inne skanseny: Skansen — Muzeum Kultury Ludowej w Sidzinie (10 km) oraz Skansen im. Józefa Żaka w Zawoi (18 km).
Masz ochotę na więcej atrakcji z Weselakową i Spółką?
Kliknij w dowolny poniższy baner, a przeniesiemy Cię w kolejne piękne miejsce!


Jeden z Twoich najlepszych postów. Brawo!
Dziękuję! Jest zdecydowanie moim ulubionym i zepchnął na drugą pozycję historię zamku w Tworkowie.