Kolorowe szkiełka fascynowały uczonych i naukowców od wieków. Nawet sam Pan Kleks nie mógł oprzeć się ich urokowi, tworząc z nich swoiste kulinarne dzieła. Od niemal 120 lat ich urokowi nie może oprzeć się Pracownia i Muzeum Witrażu w Krakowie, które wraz ze Spółką zwiedziliśmy w sobotnie przedpołudnie. Było podglądanie rzemieślników przy pracy, było muzeum, a na koniec warsztaty dla dzieci. Ze świeczką szukać takich miejsc w Polsce, więc łapcie ten wpis jako rekomendację!

Cuda za ceglaną fasadą
Po starej, drewnianej klatce schodowej wchodzimy do secesyjnej, ceglanej kamienicy, stojącej przy jednej z najruchliwszych arterii miasta Krakowa. Mijam ten budynek codziennie w drodze do pracy. Od zawsze wiedziałam o istnieniu tego miejsca, ale dopiero widmo wyprowadzki skierowało moje kroki na al. Krasińskiego 23 – do Pracowni i Muzeum Witrażu w Krakowie.
Choć pracownia szczyci się datą powstania w roku 1902, nie od początku była w tej lokalizacji. Stanisław Żeleński (tak, brat słynnego Boya) przeniósł siedzibę rozrastającej się firmy na aleje w 1908 roku. Kamienica została zaprojektowana z myślą o prowadzeniu tu pracowni witraży, a poprzedziła ją wizyta Stanisława w najlepszych pracowniach witraży w Europie. Nic w tym budynku nie jest przypadkowe — od piwnic, przez podwórko aż po sufit (a z piwnicą to jest już zupełnie historia jak z filmu — będzie o tym za chwilę!). Wielkie okna, wysokie sklepienia (w najwyższym miejscu sięgające 6 metrów) i mnóstwo światła tworzą to miejsce idealnym do pracy nad kolorowymi dziełami sztuki.
Pracownia od samego początku istnienia podkreślała (i wybrzmiewa to także teraz, podczas zwiedzania), że najważniejszy był, jest i będzie mariaż sztuki z rzemiosłem; że witraż jest wypadkową wspólnej pracy artysty z rzemieślnikiem. Dlatego też, na stryszku Żeleński stworzył atelier dla artystów, które często gościło Mehoffera, Wyspiańskiego czy Tetmajera.
Zwiedzanie z dziećmi czy samemu? Z warsztatami czy bez?
Ze względu na bogatą ofertę Pracowni i Muzeum Witrażu w Krakowie, warto wspomnieć, jakie macie opcje zwiedzania. Dla Spółki wybrałam program „Sobotnie poranki w Muzeum Witrażu”, dzięki którym mogły zobaczyć pracownię, muzeum, oraz wziąć udział w warsztatach. Dla siebie wybrałam zwiedzanie dla dorosłych. Różnicy w odwiedzanych pomieszczeniach nie dostrzeżecie, ale już w sposobie dobieranych form przekazu i treści — tak. Zwiedzanie dla dzieci odbywa się dość prostym, plastycznym językiem. Osoby oprowadzające po pracowni muzeum są w stanie zainteresować już 5-latki i utrzymać poziom zainteresowania przez 45 minut zwiedzania! Szacun! W praktyce zwiedzanie dla dorosłych rozpoczyna się 30 minut po zwiedzaniu dzieci i na 15 minut przed rozpoczęciem przez nich warsztatów. Kończąc zwiedzanie dla dorosłych, dołącza się do dzieci, które właśnie wtedy kończą tworzyć swoje małe dzieła.

Warsztaty dla dzieci co tydzień są inne i dostosowane są do zmieniających się pór roku. Mogą w nich uczestniczyć dzieci w wielu od 5 do 12 lat. Moja Spółka załapała się na „Apollo” Wyspiańskiego – mieli za zadanie odwzorować kolorystykę witrażu, ale jako to oni – popłynęli! Ale są warsztaty, które polegają na wycinaniu, zdobieniu, malowaniu. Szczegółowy plan warsztatów znajdziecie tutaj.
A co można w zobaczyć?
Kolorowe szkiełka, patyna, ołowiane profile
Określenie „żywe muzeum” wybrzmiewa w tym miejscu z wielką mocą. Bo gdy my wirujemy po pomieszczeniu pełnym kolorowych szkiełek i rulonów pełnych szkiców, to tuż obok nas pracują artyści — rzemieślnicy. To pracownia i muzeum w jednym. Na dwóch piętrach przeznaczonych do zwiedzania pracowało w sobotni poranek 6 osób, czyli 50% załogi! Cała pracownia bowiem zatrudnia 12 osób, w tym dyrektora. Wakaty się zdarzają — rzadko, bo rzadko — ale na pocieszenie powiem Wam, że nie trzeba kończyć ASP, żeby dostać tu pracę. Liczą się zdolności manualne i dbałość o detale.

Nasza przewodnik – nota bene z ogromną wiedzą – opowiada nam o całym etapie produkcji witraży. Od sposobów kolorowania szkła i ich pozyskiwania, przez projektowanie witraży, tworzenie szablonów i wycinanie szkła, po patynowanie, wypalanie i żmudne łączenie tysięcy elementów za pomocą ołowianych profili. Nie znajdziecie w tej pracowni laserów, które same wycinają kolorowe szkiełka. Nie zobaczycie też komputerów z naniesionymi planami witraży. Tu wszystko od ponad stulecia dzieje się za sprawą ludzi i ich niebywałej pasji tworzenia… Na brystolu, kalkach, z ołówkami i diamentowymi nożami w dłoniach.
Św. Tereska z ciemnej piwnicy
Zwiedzanie pracowni i muzeum jest okraszone historiami młodopolskich twórców. Bez przerwy przewija się tu nazwisko Mehoffera, Wyspiańskiego, Matejki (bratanka Jana). Ich obecność jest tu namacalna w postaci wiszących w muzeum dzieł. Dzięki temu nad Muzeum Witrażu w Krakowie unosi się atmosfera wyjątkowości miejsca. I dzięki temu, że tworzyli swe dzieła właśnie tu, pozostało po nich wiele historii i anegdot, którymi chętnie podzieli się z Wami przewodnik. Jak choćby ta, o dwukrotnie stłuczonej twarzy Polonii z witraża Wyspiańskiego. Takie rzeczy się nie zdarzają tu prawie nigdy. I nigdy żadne dzieło nie wypadło z rąk dyrektora. I to dwukrotnie!!! Zapytajcie przewodnika, jak interpretują to, co się stało.

Mnie zachwyciła historia witrażu św. Teresy. Otóż kościół w Turku zlecił Mehofferowi wykonanie polichromii i ośmiu witraży do nowo powstałego kościoła. Ale Mehoffer planował, że wstawi jeszcze jeden witraż. Otrzymał od proboszcza zgodę i zlecenie na wykonanie ostatniego witrażu św. Teresy. W 1939 roku, tuż przed wybuchem wojny, krakowska pracownia witrażu dzieło wykonała jednak… nigdy nie dotarło ono do Turku. O sprawie zapomniano. Aż do 2000 roku, gdy Muzeum Miasta Turku zwróciło się do pracowni o pomoc w zorganizowaniu wystawy poświęconej Mehofferowi i jego witrażom, które w tutejszej pracowni powstały. Ze znalezionych dokumentów jasno wynikało, że kościołowi w Turku należy się witraż, ale nikt nie wiedział, gdzie on jest. Czy pogrzebała go wojenna zawierucha? Może zgubił się w transporcie? Czy wywieźli Niemcy? A może w drobny mak roztłukli Sowieci?

Rozpoczęto poszukiwania! I tak! Dobrze się domyślacie. Witraż św. Teresy został znaleziony pod podłogą w piwnicy pracowni — doskonale zabezpieczony i w nienaruszonym stanie. A ponieważ za wykonanie witrażu płaci się dopiero po wykonaniu i zamontowaniu dzieła, witraż na zawsze został już w Muzeum Witrażu w Krakowie. Kościół w Turku nigdy za niego nie zapłacił, nie miał więc do niego praw. Ale — gdyby nie zlecenie proboszcza — witraż ten nigdy by nie powstał. Dlatego Pracownia i Muzeum Witrażu w Krakowie wykonały taki sam witraż i podarowały go kościołowi.
Czy to koniec?
Nie, to dopiero początek! Na koniec zwiedzania otrzymacie od przewodnika mapę krakowskich witraży, które warto zobaczyć. Z centrum Krakowa, gdzie Muzeum Witrażu jest usytuowane, jest rzut berem do Muzeum Narodowego, Kościoła Franciszkanów, Pawilonu Wyspiańskiego, Kościoła Mariackiego czy Katedry Wawelskiej, w których to znajdziecie największe i najsłynniejsze dzieła krakowskich artystów. Wybierzcie się na spacer i wypełnijcie swój dzień kolorowymi szkiełkami!
Weselakowa i Spółka radzi:
- W sobotnie poranki organizowane jest specjalne zwiedzanie dla dzieci połączone (45 min) połączone ze warsztatami (45 min). Przez pierwsze 30 minut nieobecności dzieci rodzice mogą oddać się przyjemności wypicia kawy i zjedzenia słodkich rogalików, co w dobie pandemii i zamkniętych kawiarni jest atrakcją samą w sobie. Potem wyrusza się na zwiedzanie dla dorosłych (45 min) i dołącza do dzieci, które są na etapie kończenia swoich prac i artystycznych wizji.
- Oprowadzanie dla dzieci i dorosłych ma taką samą trasę, ale różni się sposobem przekazywania treści.
- Dowiecie się wszystkiego o powstawaniu witraży — od tego, jak i gdzie powstaje barwione szkło, przez etapy tworzenia projektu, szablonów, patynowanie, malowanie, wypalanie aż po sposoby i technik osadzenia tysięcy kolorowych szkiełek w ołowianych profilach.
- Na żywo zobaczycie tu np. „Polonię” Wyspiańskiego, która zaprojektowana dla katedry we Lwowie, nigdy — aż po rok 2009, nie doczekała się realizacji.
- Warsztaty co tydzień są inne i są dostosowane do zmieniających się pór roku. Mogą polegać na kolorowaniu, wycinaniu, klejeniu, ozdabianiu — ot, taka plastyka w trochę innym wydaniu.
- Koszt zwiedzania dla dzieci wraz z warsztatami to 31 zł. Koszt samych warsztatów to 21 zł. Konieczna jest wcześniejsza rezerwacja mailowa.
- Bilet normalny – 30 zł, bilet ulgowy – 25 zł, bilet rodzinny (2+2) – 100 zł.
- Pracownia i Muzeum Witrażu organizuje także warsztaty plastyczne dla grup (dla dzieci i dorosłych) oraz lekcje muzealne.
- Zwiedzanie z przewodnikiem dla turystów indywidualnych odbywa się: od wtorku do soboty (z wyjątkiem świąt) o 12:30, 13:30, 14:30, 15:30, 16:30 i 17:30 – minimalna liczba uczestników to 2 osoby. Istnieje także możliwość zwiedzania w j. angielskim.
- Najbliższy parking znajduje się na ul. Piłsudskiego (miejska strefa płatnego parkowania) lub podziemny parking pod Muzeum Narodowym.
- Bez problemu dotrzecie tu także komunikacją miejską z dowolnego miejsca w Krakowie – przystanek „Muzeum Narodowe”.
- Adres: al. Krasińskiego 23, Kraków
- Jeśli interesuje Was tematyka szkła, to koniecznie odwiedźcie także Centrum Szkła Lipowa w Krakowie gdzie samodzielnie będziecie mogli dmuchać szkło i je malować! Także z dziećmi!
- Wycieczkę odbyliśmy w lutym 2021
Masz ochotę na więcej atrakcji z Weselakową i Spółką?
Kliknij w poniższy baner, a przeniesiemy Cię w kolejne piękne miejsce.

