Głębokie wąwozy, strzeliste ostańce i iglice, rzeczne dolinki i świerkowe lasy tworzą unikalną mozaikę tego miejsca. Przez skalne bramy i wąskie ścieżki przeciskamy się do dziewiczej krainy owianej wieloma legendami. Stąd pochodzą wiedźmy, krasnoludy i rycerze, którzy znaleźli później swój dom na kartach baśni Andersena czy w muzyce Wagnera. Choć teren przecina granica, tworząc w tym miejscu dwa parki narodowe — Czeskiej i Saksońskiej Szwajcarii — jest ona w tym świecie tylko granicą umowną. Bo świat przyrody, baśni i legend nie ma granic. A Czeska Szwajcaria jest tego najlepszym dowodem.

Zmiana planów czasami wychodzi na dobre
Na niemiecko-czeskie pogranicze przyjechaliśmy z zamiarem jazdy na rowerach. Chcieliśmy przejechać słynną ścieżkę łabską z czeskiego Melnika do niemieckiej Miśni (175 km). Tereny te okazały się jednak tak niezwykłe pod względem krajobrazu i tak świetnie przygotowane do uprawiania turystyki pieszej, że z zaplanowanych 4 dni jazdy zrobiły się zaledwie 2. I co ciekawe, to właśnie te przedreptane kilometry zapadły nam w pamięci bardziej, aniżeli te przejechane na dwóch kółkach. Czeska Szwajcaria to zaskoczenie tamtego wyjazdu.
Suchą stopą nie przejdziesz
Jedną z bram wejściowych do tej tajemniczej krainy jest miejscowość Hřensko. Rzeka Kamienica, która tworzy jeden z najwspanialszych kanionów w tym parku narodowym, właśnie tutaj łączy się z Łabą. Kilometr dalej, w Mezni Louka, swój bieg rozpoczyna Divoka soutěska (Dzika Ścieżka), łącząca się kawałek dalej z Edmundova soutěska (Edmundowa Ścieżka). Ważne! Tych dwóch tras nie da się przejść w całości na nogach. Dwa odcinki trzeba przepłynąć łodziami, więc warto zorientować się wcześniej, do której godziny pracują flisacy.
Już samo wejście na szlak prowadzący do Divoka soutěska robi na nas niemałe wrażenie. Dosłownie w sekundzie przenosimy się do prastarego lasu, w którym zdaje się, sosny nie mają końca, a wielkie głazy są rozrzucone niczym kamyczki przez olbrzyma. Mój Małż mówił nawet, że czuje się w tym miejscu tak, jakby zaraz zza pagórka miał wyłonić się Wiedźmin. Czuje się tu dziwne uczucie mrowienia w brzuchu… Bardzo dziwne uczucie!
Pięknie poprowadzonymi dróżkami dochodzimy do wylotu Dzikiej Ścieżki, która prowadzi już w całości wzdłuż rzeki Kamienica, aż do Edmundowej Ścieżki. Specjalne mostki i kładki doczepione do piaskowych skał wąwozu pozwalają nam na swobodne wędrowanie. Pionowe ściany, wiszące skały, zatopione w Kamienicy głazy, szum wody, zapach lasu i butwiejących liści tworzyły magię tego miejsca i sprawiały, że nie mieliśmy ochoty z tego wąwozu wychodzić. A ludzi jak na lekarstwo! Jak ja kocham wędrowanie po Czechach! Po jakimś czasie ścieżka się kończy i musimy przesiąść się do łodzi. Rejs Wąwozem Edmunda trwa około 20 minut, Dzikim Wąwozem — około 15 minut.
Ścieżka Gabrieli
Po dojściu do Hřenska, wskakujemy na czerwony szklak zwany Gabrielina stezka (Ścieżka Gabrieli). Droga szybko biegnie w górę i wydaje nam się, że jesteśmy w górach. A prawdą jest, że ten park narodowy to jeden z najniżej położonych terenów w Czechach, a najwyższe szczyty mają trochę ponad 400 m n.p.m. Cały obszar to zresztą pozostałości morza, które ustąpiło 90 milionów lat temu.
Brama Pravčicka – Brama do Czech
Po półtoragodzinnej wędrówce docieramy do monumentalnego łuku, największego tego typu formacji skalnej w Europie. To Pravčicka Brama, zwana też Bramą do Czech. W rzeczywistości to wiszący most skalny zbudowany z piaskowca, który wznosi się na wysokości 5 pięter nad dnem wąwozu. Tuż obok, przytulone do skał znajduje się „Sokole Gniazdo”. To górski pałacyk z 1881 zbudowany dla Edmunda Clary-Aldringena. Dziś mieści się w nim muzeum i restauracja.
Koniecznie zajrzyjcie za pałacyk — znajduje się tam bowiem kilka tarasów i punktów widokowych, które jeszcze lepiej oddają niebywałe piękno Czeskiej Szwajcarii.
Ścieżką Gabrieli, która od Pravčickiej Bramy biegnie już niemal cały czas lekko w dół, wracamy do Mazni Louka. W ten sposób, po 21 kilometrach wędrówki zataczamy koło.
W baśniach, poezji i muzyce
Czeska Szwajcaria nas woła! Wrócimy tam ze Spółką, która będzie zachwycona tym bajkowym krajobrazem. Nie bez powodu twórcy filmu „Opowieści z Narni” wybrali właśnie te tereny do ekranizacji powieści, a J.Ch. Andersen tutaj napisał część „Śpiącej Królewny”. Stąd też rzut beretem do Drezna, Miśni, a przede wszystkim do Szwajcarii Saksońskiej i przełomu Łaby.