Uwielbiamy przypadki, bo zwykle kończą się dla nas pomyślnie! Nie inaczej było w pierwszy dzień poluzowania restrykcji związanych z pandemią — wreszcie można było wyjść do lasu! Szybki obiad, rzut okiem na mapę w poszukiwaniu terenów zielonych i…? Jest i ona! Zielona plama w południowo-zachodniej części Krakowa. Szybko, szybko, byleby zdążyć przed szczytem popołudniowych spacerów. Nasz samochód był jedynym zaparkowanym na uboczu rezerwatu. Przed nami już tylko czerwona tablica z napisem „Rezerwat Przyrody Skołczanka”, a za nią wielki pachnący las!

Szlak jest, ale zbocz z niego
Wzdłuż wschodniej części rezerwatu, który płynnie przechodzi w Bielańsko-Tyniecki Park Krajobrazowy, biegnie zielony szlak. Polecam o nim zapomnieć już na początku wędrówki. Nie dlatego że jest zły, ale wydeptanych ścieżek przez rezerwat jest mnóstwo i dużo większą przyjemność sprawia wędrowanie przez niego poza wytyczonym szlakiem. Trudno tu się zgubić, no chyba że wśród zieleni grądów, buków i brzóz, których odcień liści był wręcz fluorescencyjno-jaskrawy. Ścieżki co rusz prowadzą, a to w górę, a to w dół, dając urozmaicenie moim Małym Towarzyszom. Z ziemi wystawały białe jak śnieg wapienne skałki i kamienie, co dawało mojej Spółce namiastkę wędrówki po górach. Najważniejsze to przecież wejść na każdy kamień, przeskoczyć każdy zwalony pień i obejrzeć z bliska każdą mysią dziurę. Rozbiegane mrówki wchodziły nam na buty, a my z ciekawością przyglądaliśmy się ich pracy, zatrzymując się dosłownie co jakiś czas, bo mrowisk tam jest co niemiara.
Dzik jest dziki
Spotkaliśmy dzika! To nie żart! W połowie naszej wędrówki przez Rezerwat Przyrody Skołczanka natknęliśmy się na dzika (wielki jak dwie świnie). Nie wiem, czy to rekomendacja dla tego miejsca, czy antyreklama — zdecydujcie sami! Po tym trudnym spotkaniu mojej Spółce chwilowo przeszła ochota na spacer, ale — na szczęście — dosłownie minutę później tę nerwową atmosferę rozładowała mała wiewiórka. Skakała radośnie po polanie pełnej konwalii. Swój rozkwit mają one jeszcze przed sobą, więc jeśli chcecie zobaczyć dziesiątki metrów kwadratowych obsypanych tym wonnym, białym kwieciem, to zajrzyjcie tu za tydzień, może dwa. Takiej ilości konwalii nie widziałam nigdy w życiu.
I żeby było jasne: Spółka niemal popikała w majteczki ze strachu z powodu spotkania dzika, ale do końca dnia nie dawali mi spokoju pytaniem: „Mamo, dlaczego nie zrobiłaś mu zdjęcia?!”
Wąską ścieżką za kapliczką
W południowej części rezerwatu, na górce, tuż przy głównej drodze znajduje się kapliczka. Za nią biegnie wąska ścieżka, najeżona wystającymi kamieniami. Dojdziecie nią do sporej odsłoniętej polany (notabene doskonałej na piknik), z której rozpościera się widok na cały Kraków, z Bielanami i Wawelem włącznie. O pień ukwieconych drzew lub o wystające głazy możecie oprzeć plecy i wygrzewać się w wiosennym słońcu. Gwarantuję Wam, że nic lepszego niż słońce, las i pusta polana nie może Was teraz spotkać.
Skołczanka – kiedy i dla kogo?
Czy polecam Rezerwat Przyrody Skołczanka? Tak, zdecydowanie! Po wszystkich wyprawach do Dolinek Krakowskich, ten rezerwat to bardzo miła odmiana.
Kiedy jechać? My byliśmy w poniedziałek między 13:30 a 16:00. Na parkingu byliśmy zupełnie sami i przez pierwszą godzinę spaceru nie spotkaliśmy żywej duszy prócz wspomnianego już dzika, wiewiórki i mrówek. Gdy opuszczaliśmy rezerwat po godzinie 16, parking był pełen samochodów, ale ludzi nie było widać. Rezerwat ma ponad 36 hektarów powierzchni, a wraz z przylegającym doń Bielańsko-Tynieckim Parkiem Krajobrazowym pewnie drugie tyle, więc terenów do spacerów i jazdy na rowerze jest sporo.
Jak dojechać?
Do rezerwatu można dojechać wygodnie samochodem i zostawić go przy drodze biegnącej przez las (ul. Obrońców Tyńca) lub wybrać za początek trasy którąkolwiek inną ulicę położną w otulinie rezerwatu (np. ul. Nad Czerną lub ul. Świętojańska). Dla osób bez samochodu polecam rower lub przejazd autobusem linii 162 (przystanek Bagienna) lub 112 (przystanek Bolesława Śmiałego) odjeżdżającym z Ronda Grunwaldzkiego.

