Genów nie oszukasz… W 50% jestem sądeckim Lachem (albo Laszką, jak kto woli). Mój Tata pochodzi z okolic Nowego Sącza i przez połowę swojego dzieciństwa moja siostra i ja nie byłyśmy dziewczynkami a „dziopami”. Mój brat zaś nie był chłopcem, a „chodokiem”. Każda grupa etnograficzna ma swoje wyjątkowe słownictwo i nie ma co z tym walczyć! Ale nie tylko na słownictwie różnice się kończą! Są przecież odmienne stroje ludowe, inne tradycje i zwyczaje czy też budownictwo. Aby je poznać, wyruszyliśmy do Nowego Sącza, aby zobaczyć Sądecki Park Etnograficzny.

Tygiel kulturowy
W sądeckiej krainie przedwojenna różnorodność kultur i religii była imponująca! Obok siebie żyli Łemkowie, Górale Sądeccy, Lachy, Pogórzanie, Cyganie Karpaccy i Niemcy Galicyjscy. Te grupy etnograficzne to też odmienne religie. W tym malowniczym regionie, u stóp Beskidu Sądeckiego, mieszały się ze sobą prawie wszystkie europejskie religie. Katolicy, grekokatolicy, prawosławni, protestanci i Żydzi na przestrzeni stuleci żyli chata w chatę, często klepiąc tę samą biedę. Dlatego dziś w skansenie w Nowym Sączu, nad wiejską zabudową wznoszą się trzy XVIII-wieczne świątynie. To symbole tamtych czasów: rzymskokatolicki kościół z Łososiny Dolnej, greckokatolicka cerkiew z Czarnego i protestancka świątynia ze Stadeł.
Właśnie tę różnorodność można poznać w skansenie. Sądecki Park Etnograficzny podzielony jest na sektory — każdy odpowiada jednej z grup etnograficznych. I choć podział ten nie jest wystarczająco dobrze oznaczony w samym skansenie, to z dołączonej do biletu mapy jesteście to w stanie wyczytać.
Nie ma dwóch takich samych skansenów
Gdy dowiedzieliśmy się, że w trakcie pandemii zwiedzanie wnętrz chałup, zagród i kościołów będzie niemożliwe, to zaczęliśmy się zastanawiać czy warto jechać. Doszliśmy jednak do wniosku, że przecież warsztat kowala, wnętrze szkoły czy też młyn nie będzie się znacząco różnić od tego, które już widzieliśmy w Muzeum Wsi Kieleckiej, Nadwiślańskim Parku Etnograficznym czy Gaju Szewczenki we Lwowie. A wygląd chat i zabudowań gospodarczych będzie się różnić głównie z zewnątrz. Nie pomyliliśmy się!
Jako fanka skansenów muszę nadmienić, że są one postrzegane jako skupisko drewnianych domków. Ale trzeba tutaj dodać, że różnice w stylach architektury będą różnić się między skansenami. Domki z Muzeum Wsi Kieleckiej będą znacząco różnić się architektonicznie od tych prezentowanych w Orawskim Parku Etnograficznym. A żeby poznać wszystkie skanseny Małopolski, warto zajrzeć na stronie Skansenova — znajdziecie tam sporo wartościowych wiadomości.
Już na początku zaskoczyła nas chata pomalowana w kropki. To spichlerz z Gostwicy. Okrągłe malunki i krzyż z podniesionymi ramionami miał chronić gospodarza i jego dobrobyt przed wszelakim nieszczęściem. Bo przecież odrobina magii, guseł i czarów jeszcze żadnemu chłopu nie zaszkodziła. Takich zdobień nie widzieliśmy nigdy wcześniej! I o to w skansenach właśnie chodzi! O różnorodność!
Sądeckie krajobrazy na 20 hektarach
Sądecki Park Etnograficzny jest pięknie usytuowany! Nie można odmówić mu uroku. Na pofalowanym terenie 20 hektarów rozrzuconych jest niemal 80 obiektów. Są w skansenie główne drogi, ale dużo przyjemniejsze jest przemieszczanie się między domostwami wąskimi ścieżkami, między opłotkami. A to wśród świeżo skoszonych łąk, a to wśród wysokich traw pełnych polnego kwiecia… Jaskry, krwawniki, bławatki, maki… W rozłożystych lipach bzyczały pszczoły, na jabłoniach i czereśniach błyszczały już zielone owoce, a coraz wyższe malwy opierały się o belki starych drewutni i stodół. Na skrzyżowaniach dróg stały przydrożne krzyże lub bielone wapnem kapliczki.
Etnografowie z dbałością pielęgnują to miejsce. Niemal wszystkie obiekty w Sądeckim Parku Etnograficznym są oryginalne – były rozebrane w macierzystej wsi, przeniesione, zakonserwowane i na nowo zmontowane w skansenie. Ale skansen to nie tylko wiejskie chaty. Ważna jest dbałość o szczegóły! Starannie odtworzone stodoły ze sprzętami gospodarskimi, pająki z bibuły i słomy zwisające spod sufitu, paciorki różańca ulepione z chleba… Papier, drewno, słoma, glina — podstawowe budulce sprzed lat będące niemymi świadkami tamtych czasów są niemniej ważne niż kryta strzechą chata bogatego gospodarza.
Tego się nie spodziewaliśmy!
W północnej części skansenu tuż za młynem, ulokowany jest sektor Kolonistów Józefińskich (Niemców Galicyjskich). Murowane domy, niczym wyjęte z czeskich Holaszowic (które notabene też były zamieszkane przez Niemców) zupełnie zbiły nas z tropu! Aż trudno uwierzyć, że gdy inne sądeckie grupy etnograficzne stawiały drewniane chaty kryte strzechą, tuż obok, w Gołkowicach Dolnych, inna grupa murowała już swoje domy i zagrody! Mieli oni także w Stadłach swój kościół ewangelicko-augsburski!
Innym zaskakującym faktem okazała się waga dachów krytych słomą. Okazuje się, że taki dach może ważyć kilka ton! Dla przykładu, na pokrycie dachu chałupy z Mszalnicy zużyto 8 ton słomy!
Sądecki Park Etnograficzny ma też swoją aplikację mobilną z audioprzewonikiem! Nie spodziewajcie się po niej jakichś fajerwerków, ale po ściągnięciu na telefon można odsłuchać informacji o budynkach, obok których się spaceruje.
Aplikacja okazała się pomocna, gdy staliśmy przed dziwnie wyglądającym budynkiem, z którego wystawały niewielkie drewienka, a budowla nie była trwałe powiązana z dachem. Okazało się, że to spichlerze tzw. sypańce. Dawniej ściany tych spichlerzy były grupo wylepiane gliną i trzymały się na drewnianych kołkach wbitych w drewniane ściany. Glina chroniła spichlerz przed ogniem. Co również ciekawe, dach spichlerza nie był związany z resztą budynku. W razie pożaru zrzucano go bosakami, bez uszczerbku dla reszty konstrukcji. Idealne w swej prostocie!
Weselakowa radzi
- O każdej chacie można opowiadać z osobna lub rozpisywać się o jej wyjątkowości na blogu. Ale po co? Wsiadajcie w samochód lub autobus i przyjeżdżajcie do Nowego Sącza;
- Do skansenu prowadzą dwa wejścia: jedno od strony ul. Długoszewskiego 83b lub od strony Miasteczka Galicyjskiego (ul. Lwowska 226);
- na zwiedzanie skansenu przeznaczcie ok. 4 godziny;
- ze względu na brak możliwości zwiedzania wnętrz budynków, bilety w czasie trwania pandemii są obniżone do 8 PLN od osoby; normalna cena biletu to 14 PLN;
- za rzeką Łubinką wznosi się Miasteczko Galicyjskie, które jest rekonstrukcją małych miasteczek dawnej prowincji monarchii austro-węgierskiej z przełomu XIX i XX wieku;
- aby spędzić cały dzień na Sądecczyźnie, możecie pokusić się także o wyprawę na Bobrowisko — Enklawę Przyrodniczą, które gorąco polecam. Nie mniej piękna jest platforma widokową w Woli Kroguleckiej czy Stary Sącz. A jeśli chodzenie Was znudzi, to piknik nad Dunajcem lub nad pobliskim Jeziorem Rożnowskim będzie idealnym pomysłem.
Masz ochotę na więcej wypraw z Weselakową i Spółką?
Kliknij poniżej w dowolnie wybrany baner, a przeniesiemy Cię w kolejne piękne miejsce!

