Z mijanych po drodze drzewek kradniemy ukradkiem soczyste winogrona. W rowerowym koszyku wieziemy jeszcze burcak. Ale wraz z każdym kolejnym wybojem boimy się, że korek nie wytrzyma i napój wybuchnie, zalewając nas lepkim winogronowym sokiem. Teren faluje delikatnie odsłaniając co chwilę ukryte pomiędzy pagórkami piwniczki na wino. Wszechobecny spokój i pola winogron ciągnące się aż po horyzont. Idylla? Tak! Zaledwie 4 godziny jazdy samochodem od Krakowa rozpościerają się Morawy Południowe! W sam raz na krótki wypad.

Dzień 4 – Nie taki deszcz straszny
Północne Morawy, które prezentowałam tydzień temu, są dość płaskie. Pachną za to chmielem i mam wrażenie, że piwo jest tu popularniejsze niż wino. Teren — choć urokliwy — po 100 kilometrach w nogach i rowerowych kołach, może znużyć. Ale wystarczy jeszcze kilka kilometrów dalej, by Morawy pokazały swe drugie oblicze. Winnice usytuowane na wzgórzach, u których podnóży ukryły się piękne miasteczka i piwniczki na wino, są warte odwiedzenia. Są miejsca na Morawach, które trzeba zobaczyć i dziś właśnie Wam je pokażę.

Trzeci dzień rowerowej wycieczki zakończył się niczym deszczowa piosenka. Zmieniliśmy plany, skróciliśmy trasę o dwa odcinki i obraliśmy azymut na Morawy Południowe. Po drodze zatrzymaliśmy się w niepozornej miejscowości — Plže — która kryje w sobie urokliwe piwniczki na wino (cz. vinne sklepy). O tej porze roku zaczęły się one licznie zapełniać napojem bogów, a lokalni winiarze co rusz doglądali fermentacji. Takich miasteczek w okolicy jest mnóstwo, chociaż to ten kompleks piwnic jest jednym z najstarszych budynków architektury ludowej w Czechach. Niektóre piwniczki maja 500 lat!




Tuż obok zresztą prowadzi 1200-kilometrowy szlak rowerowy — Morawskie Winne Ścieżki. Trasa wiedzie przez najsłynniejsze winiarskie gminy. Dziewicza, piękna, lekko pofałdowana kraina Moraw właśnie na tych ścieżkach ukazuje swe najpiękniejsze oblicze. Wrzućcie do Internetu nazwy miejscowości takich jak Velke Bilovice, Vlcnov czy Vrbice, albo — jeszcze lepiej — obejrzyjcie film „Młode wino”! Kto raz zobaczy ten film i te zdjęcia, zechce — tak jak my — zobaczyć Morawy Południowe.


Mikulov
Z daleka go było widać. Brama Palavy, miasto białych skał i winnic – Mikulov. Mimo pochmurnej pogody miasteczko od razu przypadło nam do gustu. Jest co w nim zwiedzać, a jakże! Ale turysci zwykli w pierwszej kolejności kierować swe kroki do barkowego pałacu Lichtensteinów. Można zobaczyć w nim rewelacyjną bibliotekę i piwnice skrywające olbrzymią, 1014 hektolitrową beczkę dziesiątkową (135 tysięcy butelek wina).




Na rynku rzuca się w oczy wielki niczym kościół grobowiec rodziny Dietrichsteinów, którzy władali tym terenem przez 370 lat. Można więc albo zwiedzać zabytki, albo wspiąć się na Svety Kopecek (Święty Pagórek), z którego roztacza się widok na miasto, pogranicze czesko-austriackie oraz Rezerwat Biosfery Palava.





Można też wsiąść na rower i pojeździć po winnych ścieżkach. Albo po prostu usiąść w jednej z winiarni na rynku przy kieliszku doskonałego wina. Powiem Wam jednak, że nasze podniebienie skradł „burcak” czyli bardzo słodki, lekko gazowany moszcz z częściowo sfermentowanych winogron. Produkuje się go tylko na Morawach i sprzedaje w okresie od września do 1 listopada. Warto!






Dzień 5 – Dwa pałace
Od rana świeciło piękne słońce, więc zaczęliśmy realizować nasz rowerowy plan. 53-kilometrowy odcinek do kompleksu Lednice-Valtice, a potem powrót przez Austrię do Mikulova. Ścieżki rowerowe w tej okolicy nie są tak świetnie utrzymane, jak na w północy Moraw. Są to bardziej drogi polne, ścieżki przez las lub po prostu odcinki poprowadzone drogą, ale za to widoki są tu dużo lepsze niż na północy. Ścieżki ciągną się wśród pól winogron, sadów, pagórków, stawów rybnych… Pięknie jest!


W pierwszej kolejności skierowaliśmy nasze jednoślady do Lednic. Pałac jest piękny i robi wrażenie, ale jego ostatnia renowacja nie należy do udanych. Cały (calusieńki!), z góry na dół został potraktowany żółtą farbą. Detale, zdobienia i ornamenty gubią się, zlewając się w jednolitą żółtą masę. A to wszystko pod egidą UNESCO… Dziwne!

Nie mniej imponujący jest pałac w Valticach. Jest wprawdzie mniejszy, ale skrywa za to w swoich piwniczkach Narodowe Centrum Winiarskie Republiki Czeskiej oraz winotekę – Salon, w którym prezentowane są najlepsze krajowe wina. Wyłaniane są one w drodze dorocznych konkursów. Za odpowiednią opłatą można nie tylko zwiedzić piwnice, ale przede wszystkim degustować tutejsze wina i zakupić dla siebie to najsmaczniejsze. Trzeba wspomnieć w tym miejscu, że o ile wieczory spędzane w Ołomuńcu mogły odbywać się towarzystwie lokalnych piw, tak tutaj należy pić wino.

Ogród Europy i rodzina Lichtensteinów
Obydwa pałace łączy 8-kilometrowej długości Bori les — park zwany Ogrodem Europy — utworzony na bagnach w dolinie rzeki Dyi. Podjęliśmy próbę dojścia do najwyższego na świecie — poza krajami muzułmańskimi — minaretu, ale odpuściliśmy po jakiś dwóch kilometrach dreptania. Nie można bowiem po parku jeździć na rowerze. Warto jednak odbyć krótki spacer. Liczne stawy, kanały, akwedukty, ścieżki spacerowe i piękne szklarnie zrobiły na nas niemałe wrażenie.


Zwiedzając Morawy Południowe, co chwilę będzie odbijać się echem nazwisko Lichtensteinów. Była to jedna z najbogatszych rodzin w Europie i posiadali 99 posiadłości ziemskich. Dlaczego nie więcej? Gdyby zdecydowali się na zakup choćby jeszcze jednej, musieliby — zgodnie z prawem austro-węgierskim — utrzymać stałą armię. A był to wówczas nie lada wydatek.
Ścieżkami nr 411, a potem 914 przemierzaliśmy ostatnie kilometry Czech i pierwsze kilometry Austrii. Podjazdy tutaj są długie i męczące. Po przejechaniu tamtejszym przygranicznymi ścieżkami kolejnych 25 km, szczęśliwie dotarliśmy do Mikulova. Niestety w deszczu…

Dzień 6 – Znojmo i Palava
Znojmo jest traktowane przez Polaków po macoszemu. Mija się je w podróży na południe Europy. Większości z nas kojarzy się ono z wielkim sklepem w kształcie zamku, na granicy z Austrią. A Znojmo ma wiele do zaoferowania! Jest przede wszystkim pięknie położone — na wzgórzu, u którego podnóża wije się Dyja. Otoczone jest średniowiecznymi murami obronnymi, pełno tu krętych uliczek i malowniczych widoków.


A miasto jest stare, oj stare! Najstarsza w mieście romańska rotunda Marii Panny i św. Katarzyny z połowy XI. wieku na terenie znojemskiego zamku przypomina o świetlanej przeszłości miasta. Tylko kilkaset lat mniej mają podziemia miasta, których korytarze ciągną się przez… 30 kilometrów!
My trafiliśmy akurat przeddzień najsłynniejszego w okolicy Znojemskiego Święta Wina. Święto to upamiętnia rok 1327, gdy do miasta przyjechał król czeski Jan Luksemburski wraz z małżonką, Elišką Přemyslovną. W programie widzimy koncerty, tańce, walki rycerskie i barwne pochody na czele których kroczy nie kto inny, jak Bachus. Impreza trwa 3 dni! Żyć nie umierać!




Po południu mieliśmy ambitny plan okrążenia Palavy, ale pogrzebaliśmy ten pomysł po drugim stromym podjeździe. Pálava to rezerwat biosfery UNESCO, pełny białych skał, ruin średniowiecznych zamków, jezior i ciągnących się po horyzont winnic. Nie oszukujmy się — Morawy Południowe są górzyste i żeby móc objechać region Palava na rowerze (chociaż pętla ma tylko 40 km), trzeba mieć świetną kondycję. Za to widoki warte są każdej kropli potu.



Dwa słowa podsumowania
Morawy są różnorodne. Te na północy mają niewiele z winiarstwem wspólnego, więc i krajobrazy nie są tak spektakularne jak na południu. Owszem, wioski, przez które biegnie szlak rowerowy są śliczne, ścieżki rowerowe najlepiej utrzymane, ale jest dość płasko. Południe natomiast ma dużo ścieżek, są trochę gorzej utrzymane i oznakowane, ale za to wytyczone przez bajeczne, pagórkowate tereny.

Za co kochamy Czechów?
- Czeski język doprowadza nas do łez. Zawsze! Bo jak słyszysz „praszki na nerwy” i dociera do Ciebie że to „tabletki na uspokojenie”, to nie możesz powstrzymać się od śmiechu.
- Burcak smakuje jak najsłodszy i najpyszniejszy winogronowy sok, a jednak jest z procentami.
- Pola winogron, śliwy, jabłonie i grusze przy drogach tworzą niebywałą atmosferę. Ilekroć jeździmy na rowerach przez Czechy, mamy wrażenie, że cofnęliśmy się w czasie o kilkadziesiąt lat. W Polsce nie ma już takich widoków.
- Spokój i mała liczba turystów jest dla nas nie do przecenienia. Żadnego kraju nie odwiedzało nam się w tak komfortowy sposób, jak Czeskiej Republiki.
- I za to, że udało się Czechom utrzymać sieć kolejową na takim poziomie, że w zasadzie z każdego miejsca na Morawach można przejechać do innego. I to z rowerami!
Za co Czechów nie lubimy? Nie ma tego wiele!
Za to, że wciąż nie wprowadzili zakazu palenia w restauracjach.
I za to, że chęć płatności kartą trzeba zgłosić przed transakcją.
Czechy polecamy wszystkim! Bez wyjątku! To państwo, to doskonałe lekarstwo na kiepski nastrój.




