Znacie uczucie zawiedzenia w podróży? Taki stan, w którym to, o czym pisały tysiące osób w internecie, nie spełniła się i zamiast obiecanego raju na ziemi zastajecie jedynie plastik, tłumy, drożyznę i bylejakość? Po olbrzymim rozczarowaniu, jakie w zeszłym roku zafundowała nam Riwiera Makarska, nie pokładaliśmy w Chorwacji już żadnych nadziei. A to, że daliśmy Dalmacji w tym roku drugą szansę, to już dzieło przypadku. Jednak nie była to szansa zmarnowana. Wyspa Hvar odbudowała naszą wiarę w Chorwację, a wakacje tu były jednymi z najpiękniejszych, na jakich byliśmy. Miasteczka na północy wyspy nas oczarowały! Zerknijcie dlaczego!

Hvar – wyspa słońca
Na Hvar można dostać się jedynie dzięki przeprawie promowej ze Splitu do Starego Gradu lub Drvenika do Sućuraj. Jest też opcja podróży katamaranem ze Splitu do Hvaru lub Jelsy. Wjazd samochodem na pokład promu, a potem 2-godzinna podróż promem to pierwsze ekscytujące momenty, jakie towarzyszą naszej Spółce na tegorocznych wakacjach. Prom tnie szmaragdowe morze z zawrotną prędkością 26 km/h, a my łapiemy pierwsze promienie adriatyckiego słońca. Minąwszy po lewej stronie Brać a po prawej Soltę, przez wąski kanał wpływamy do Starego Gradu. Liczba żaglówek, katamaranów i łódek zapełnia akwen wokół tego najstarszego na wyspie miasta. Kołyszące się w rytm wiatru palmy witają nas na nadbrzeżu. Brakuje jedynie legendarnej lawendy, z której słynie wyspa. Tej jednak szukajcie tu na przełomie czerwca i lipca, a nie w środku sezonu wakacyjnego. Tak czy owak wyspa Hvar wita nas pięknym słońcem, bryzą od morza i uroczymi widokami. Oby tak dalej!
Stari Grad
Tu wszystko się zaczęło. Niegdysiejsze Pharos to dzisiejszy Stari Grad. Kamienne ulice lśnią w sierpniowym słońcu niczym wypolerowana perła. W plątaninie wąskich uliczek odnajdujemy stare budynki, kościoły i mury szczelnie oplecione winobluszczem. Na nabrzeżu łodzie i jachty kołyszą się w rytm fal. Po południu miasto ożywa! Ci, którzy zawinęli do portu na jedną noc, pospiesznie zaliczają tutejsze zabytki: Tvrdalj Petra Hektorovića, czyli nastrojowy pałac chorwackiego poety, wczesnochrześcijańska świątynia św. Jana, kościoły św. Łucji, św. Rocha, św. Stefana i św. Mikołaja i plac Škor. Ten ostatni, otoczony wiekowymi domami z kamienia zdobionymi okiennicami we wszystkich odcieniach morza, jest jednym z wielu placyków, na których czas się zatrzymał. Zatrzymajcie się i Wy!
W poszukiwaniu tego, co stare – Starogardskie Pole
Kierując się ze Starego Gradu na wschód, czyli w kierunku Vrbovskiej, mija się szerokie, zielone tereny. Na mapie i zdjęciach „z góry” obszar ten wygląda jak poszatkowany przez szalonego kucharza, który jakby chciał z tego wielkiego kawałka pola wykroić dla każdego niewielki kawałeczek, będąc przy tym niezwykle sprawiedliwym. To Starogardskie Pole, dawna, grecka osada i tym samym ślad bytności Greków i Rzymian na tych terenach. Dziś, na miejscu gospodarstw rolnych, domów i willi, stoi ponad 100 stanowisk archeologicznych. W 2008 roku teren został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. To te tereny dały początek bogatej historii winiarstwa na wyspie. Warto pokręcić się tutaj zwłaszcza na rowerze, bo właśnie dla rowerzystów ten teren jest najlepiej przygotowany. Mimo górzystego krajobrazu, wyspa Hvar na brak rowerzystów nie narzeka. Deptaki miasteczek są pełne uśmiechniętych sportowców z bladymi łydkami.

Vrboska nie taka boska
Naczytawszy się „ochów i achów” nad pięknem i niebywałą atmosferą miasteczka, postanowiliśmy je odwiedzić. Zwana w internecie „chorwacką Wenecja” Vrboska jednak nie poraziła nad swoim pięknem i jako jedno z dwóch miasteczek na wyspie (na spółkę z Zavalą) nas nie zachwyciła. Nad jednym (dość nieciekawie pachnącym) kanałem w mieście przerzucone są trzy mostki, co niestety nie czyni z Vrboskiej Wenecji. Co więcej, główna ulica miasteczka położona nad kanałem robi jednocześnie za drogę i parking, więc trudno ocenić jego urodę manewrując między samochodami. A może to nie był nasz dzień? Tak czy inaczej, nie zaiskrzyło. Podobno miasto to potrafi zachwycić i być magiczne, zwłaszcza wtedy, gdy rybacy wracają z połowów. Ale wybierzcie się sami i oceńcie, gdyż miłośników Vrboskiej w świecie nie brakuje.
Ukryta Jelsa
Jelsa jest ukryta w zatoce. Nie wiem, przed kim się ukrywa, ale nam udało się odkryć jej piękno. Choć są i opinie, że jest nieciekawa i nie ma po co nią sobie zawracać głowy. W podróży tak to już jest, że niechęć lub zachwyt do danego miejsca zależy od wielu czynników. U nas wszystko zagrało, bo choć Jelsa nie ma ani sędziwego wieku jak Stari Grad, ani też nie błyszczy pięknem i zabytkami jak miasto Hvar, to ma w sobie fajną atmosferę. Główny plac miasta — Pjaca — tętni życiem o każdej porze dnia. To tu oraz wzdłuż całego portu ulokowały się maleńkie sklepy, stragany, piekarnie, restauracje i kawiarnie. Koniecznie dajcie się zaprosić do lodziarni „Jelsa” prowadzonej przez przemiłego starszego Pana, który świetnie mówi po polsku! A na miejscu nie bierzcie oklepanych lawendowych lodów którymi pachnie cała wyspa, tylko skuście się na melonowe! Pychota!
Ażurowa wieża kościoła Kościół Najświętszej Maryi Panny jest widoczna z daleka i nogi same prowadzą w jej kierunku. Na rok 1331 datowane jest jej powstanie. Ale większe wrażenie robi kaplica św. Jana, która dosłownie przycupnęła na niewielkim, białym placyku Trg sv. Ivana. Plątaniną wąskich uliczek, kamiennych przesmyków i… figurką osiołka żegnamy się z tą częścią wyspy. Miasteczka na północy wysypy warte są odwiedzenia, ale trzeba je opuścić by wyruszyć na południowy kraniec wyspy. Wyspa Hvar wzywa!
Weselakowa radzi:
- bilet na prom możecie zakupić online i jest do doskonały pomysł aby mieć gwarancję na wypłynięcie o czasie;
- port w Starym Gradzie znajduje się niespełna 4 km od starej części miasta;
- zarówno w Starym Gradzie jak i w Jelsie znajdują się obszerne, płatne parkingi miejskie w cenie między 8 a 10 kun za godzinę w sezonie letnim; w Vrboskiej parkuje się na dzikim parkingu przed wjazdem do miasteczka lub w mieście, przy kanale;
- drogi na wyspie Hvar są bezpłatne, ale wąskie i kręte, a im dalej na wschód, tym bardziej niebezpieczne. Chorwaci mają tendencję do „ścinania” zakrętów, więc uważajcie!
- smaczną pizzę jedliśmy w Starym Gradzie w „Pizzeria Alfonso”, a mule były doskonałe w konobie „Pelago” w Jelsie;
- najfajniejszą plażą w okolicy (piaszczystą!) była ta przy Camp Grebišće; jeśli rozłożycie się dokładnie na środku plaży pod wielkim drzewem, macie gwarantowany cień przez cały dzień!
- dobrze rozplanujcie tankowanie samochodu, gdyż w tej części wyspy spotkaliśmy się tylko z dwoma stacjami paliw – jedną w Hvarze, a drugą na trasie między Jelsą a Vrboską;
Masz ochotę na więcej wypraw z Weselakową i Spółką?
Kliknij poniżej w dowolnie wybrany baner, a przeniesiemy Cię w kolejne piękne miejsce.

