Włosy falują na wietrze, a długa suknia wyciera twarze kocim łbom. Biegnę podcieniami, bawię się w nimfę echo i rozchlapuję wodę w każdej z fontann. Staruszki opierające się o puchate poduchy oglądają me wybryki z najwyższych okien kamienic i śmieją się do siebie w duchu. Jest pusto, pięknie i kolorowo! Dziś na blogu niewielkie, ale zjawiskowe miasteczka Czeskiej Republiki: Telcz, Trzeboń i Jindruhov Hradec.

Telcz – miasteczko jak z filmu
Telcz (cz. Telč) to żywa scenografia baśniowego filmu. I nie piszę tego bez powodu! Miasteczko z niebywale cukierkowym rynkiem oraz pałacem zagrały w ponad 50 produkcjach filmowych i bajkach. Spacerując po tym miasteczku, spodziewałabym się bardziej zobaczyć księżniczkę w oknie i gadające myszy niż zwykłych mieszkańców miasta. Uroku dodają mu stawy, które okalają starówkę. Miasto bowiem powstało pierwotnie jako twierdza wodna.
Od 28 lat miasto to szczyci się wpisem na listę UNESCO i jest to w pełni zrozumiałe! Długi na ponad 300m trójkątny rynek, wyłożony kocimi łbami tylko raz na jakiś czas zapełnia się turystami. Szybko znikają oni za murami pałacu i rynek znów można mieć w całości dla siebie. Choć pałac jest majestatyczny i warty odwiedzenia, ja chętniej przyglądam się kolorowym kamieniczkom i nadaję im przeróżne nazwy. Jest więc zgniła zieleń, majtkowy róż, ceglany październik, słoneczny żółcień i błękitny obłoczek… Można tak stać kilkanaście minut i nadawać każdej kamieniczce unikalną nazwę na podstawie koloru, na jaki została pomalowana. I jeszcze sgraffito! To jest dopiero wyższa szkoła jazdy! Barokowa kolumna morowa, dwie fontanny i długie w nieskończoność podcienie mieszczańskich kamienic dopełniają to miasteczko swoją wyjątkowością.
Fest się pali!
Nie byłoby tych wszystkich cudowności, gdyby nie pożar (a jakże!). Doszczętnie spalił on miasto niemal dwa stulecia po wizycie cesarza Zygmunta Luksemburskiego w pałacu. Cesarz spotkał się tam w 1437 roku z wysłannikiem ówczesnego papieża. Wydarzenie to po dziś dzień jest wspominane przez mieszkańców, którzy każdego sierpnia inscenizują wjazd cesarza ze świtą do miasta. Obecnego renesansowego kształtu nadał pałacowi Zachariasz z Hradca. Polecił sprowadzonym z Włoch architektom przebudować zrujnowany wówczas miejscowy zamek, jak i też znaczną część miasta.
Obiecuję Wam, że nie będziecie tym miasteczkiem rozczarowani!
Trzeboń rybą stoi
Trzeboń (cz. Třeboň) to uzdrowisko, ale i kraina nieprzebranych jezior, stawów i łowisk. Nie ma w Czechach drugiego takiego miejsca!
W kształtowaniu krajobrazu Trzebońska człowiek uczestniczył już od XII wieku, gdyż to właśnie on uregulował stosunek wodny pierwotnej krainy bagien. Dziś to Obszar Chronionego Krajobrazu Třeboňsko, który został tu utworzony po to, aby chronić unikatowy wodny charakter tego miejsca. Rozciąga się na powierzchni 700 kilometrów kwadratowych i skurywa niesamowite bogactwa i skarby: ponad 6000 stawów rybnych, liczne wysepki, tajemnicze mokradła, bagna i torfowiska, które są domem dla niezliczonej ilości rzadkich gatunków zwierząt i roślin. Warto przejechać choć jego niewielki fragment na rowerach czy samochodem, aby dostrzec niebywałe piękno tego regionu. A meandrujące rzeki Lužnice czy Nežárka, wijąca się przez ten zielony i wolny od większego przemysłu obszar, są doskonałym pretekstem, aby wyskoczyć na kajaki i poznać ten region z wody.
Wrzucam mapę poniżej – patrzcie jak zielono!
Miasteczko ma dość leniwą atmosferę, a to za sprawą olbrzymich terenów zielonych oraz z faktu posiadania statusu uzdrowiska. Tutejsze borowiny są jednymi z trzech najlepszych w całej Europie. Może więc warto skusić się na krótki pobyt w tym miejscu, zwłaszcza po przebytych urazach narządów ruchu? Kuracjusze snują się wzdłuż rzecznych kanałów okalających miasteczko, po zamkowych ogrodach i ścieżkach spacerowych za murami miasta. A miasto mury ma! Oj ma! Wszak ma na swoim terenie potężny zamek! Po skończonych spacerach, warto usiąść w jednej z restauracji i zamówić na obiad rybę. Jest tu ich pod dostatkiem i są pierwszej świeżości – wszak Trzeboń to rybna stolica kraju!
Trzeboński zamek
Trzydziestu alchemików nie zdołało wynaleźć lekarstwa, które Wilhelmowi z Rožemberku — włodarzowi trzebońskiego zamku — dałoby potomka. Wilhelm (cz. Vilem) zmarł bezdzietny, a spadek po nim odziedziczył jego młodszy brat – Petr Volk. On zaś, upłynniwszy nieco majątku, przeniósł się wraz z całym dworem do Trzebonia i tak jak jego nieżyjący brat, uczynił z tego miejsca swoją siedzibę. To dzięki niemu zamek został przebudowany i otrzymał renesansowy sznyt. Ale także i jemu nie był pisany potomek. Wraz z jego śmiercią skończył się 400-letni ród Rozmberków, których dziedzictwo w postaci miast, zamków i stawów pełnych ryb można doświadczać do dziś dnia.
Wystarczy przekroczyć wysoką bramę trzebońskiego zamku, aby poznać tę oraz inne ciekawe historie tej wspaniałej rodziny oraz krainy trzebońskich lasów i jezior.
Dokąd udać się w dalszą podróż?
Świetną kontynuacją podróży będzie Trzebicz (cz. Třebíč) – wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Koniecznie zajrzyjcie do starej żydowskiej dzielnicy i przepięknej romańsko-gotyckiej bazylik św. Prokopa! Jeśli ktoś lubi klimaty krakowskiego Kazimierza, tutaj poczuje się jak u siebie w domu.
Można też odwiedzić niedaleko położone Czeskie Budziejowice, Czeski Krumlov czy Holaszowie, o których — w kontekście rowerowej podróży — pisałam już na blogu (KLIKNIJ PONIŻEJ).

My wybraliśmy Jindřichův Hradec, które jest dumne z jednego z najrozleglejszych kompleksów zamkowych w Republice Czeskiej, a zarazem uroczym miasteczkiem.
Skusiła nas historia miasta i starego zamku, które — po pożarze w 1773 — przez długi czas były zapomniane i pozostawione same sobie. W okazałym pawilonie muzycznym na terenie zamkowych ogrodów urządzone skład drewna, złowionej zwierzyny oraz chlew. Trzeba było czekać aż do XX wieku, by ktokolwiek zlitował się nad tym architektonicznym cudem. Dwadzieścia lat rekonstrukcji nadały zamkowi ponowny renesansowy wdzięk i urok, wtapiając go w pofalowaną krainę lasów i jezior.
Czy warto?
Zdecydowanie warto! Telcz, Trzeboń i Jindruhov Hradec to zaledwie początek podróży. Jeśli dołożycie do tego Czeskie Budziejowice czy Czeski Krumlov na południowym-wschodzie lub Morawy wraz ze Znojmem, Mikulovem i kompleksem Vaktice-Lednice na zachodzie, wyjdzie Wam z tego zgrabna, kilkudniowa wycieczka! Gorąco polecam!
